Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KOLORÓWKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KOLORÓWKA. Pokaż wszystkie posty

14 cze 2013

Fioletowy DIADEM

No to jest! Z małym poślizgiem, który został spowodowany przez niepogodę i brak internetu.W konkursie pytałam się Was jaki produkt z nagłówka bloga chcecie zobaczyć w mojej recenzji. Wygrał cień do powiek.  Oto on:


Tajemniczym cieniem do powiek z nagłówka bloga okazuje się cień marki DIADEM. 



Cień do powiek kaszmirowy - TAURUS to przepiękny fiolet o nr 09.
Na zdjęciu widoczny jest szeroki i obiecujący opis produktu.
Poniżej charakterystyki kosmetyku jest podany także skład (INCI).




Zanim jeszcze przejdę do obietnic producenta, chwilę skupię się na jego wyglądzie zewnętrznym.
Cień znajduje się w małym, czarnym plastikowym opakowaniu. Na wierzchu nadrukowane jest logo marki. By otworzyć opakowanie wystarczy z boku pociągnąć wieczko do góry. Jest to typowe opakowanie dla DIADEMU. Skromne, małe ale ładne.




Po otwarciu ukazuje się sprasowany cień do powiek. Jego kolor jest ciekawy - przypomina mi jasną jagodę. Nie każdej z nas pasuje taki kolor ale ja osobiście dobrze czuję się w fioletach.



Gdy dotknęłam pędzelkiem do cienia średnio sobie z nim radził, sięgnęłam po inny było podobnie. Dlaczego? Ponieważ nie chciał się prawie w ogóle "chwytać" włosia. Jak już nałożyłam go po wielu próbach na powiekę trudno się z nim pracowało na niej. Z jego rozcieraniem szło ciężko. Kolorem też nie przypominał tego z opakowania. Tak nie wygląda intensywnie napigmentowany odcień...
Kremowa konsystencja? Nic z tych rzeczy. Cień TAURUS 09 jest bardzo, bardzo suchy. Po pierwszej aplikacji widać duże prześwity skóry. Znakomite przyleganie do skóry i nie ścieranie się też u mnie się nie sprawdziło. Osypuje się, mniej niż inne cienie ale robi to.

Cień wygląda przepięknie w opakowaniu, niestety wydobyty z niego nie spełnia nawet połowy obietnic producenta. Kompletnie mnie rozczarował. Trio z DIADEMU jakie posiadam jest zupełnie inne. Czy ktoś miał może ten cień? Może to mi trafił się trefny egzemplarz? Spróbuje z nim jeszcze powalczyć na mokro albo na płyn do soczewek ale przyznam, że rano kiedy się spieszę robię "rachu ciachu" pędzlem i nie chce mi się dłużej bawić i eksperymentować.
Co Wy na taki fiolet?

6 mar 2013

Puder prasowany

"Wiosna, wiosna..." Mam ochotę śpiewać kiedy do mojego pokoju przedzierają się przez okno promienie słońca. Ich blask oświetla moją twarz, lekko mnie oślepiając. Zaślepiona nie czuję zirytowania wręcz przeciwnie - jest wspaniale :)
Tym razem przychodzę do Was z produktem, który dla wielu osób jest zbędny ale moim zdaniem może być wybawcą w wielu sytuacjach ;)


Puder w kamieniu. Może być rozświetlający, brązujący lub matujący. Na tym trzecim skupię się w tym poście.
Otóż puder prasowany to produkt, dzięki któremu można szybko odświeżyć i poprawić makijaż w ciągu dnia. Ja najczęściej go używam kiedy chcę zapobiec błyszczeniu się na mojej twarzy. Cienka warstwa produktu przywraca mojej skórze świeży wygląd. Jednocześnie pamiętam o tym by nie pudrować się zbyt często!, bo zbyt duża ilość pudru sprawi, że moja twarz będzie wyglądać nienaturalnie.


Produkt: Puder matujący w kamieniu My Secret
Pojemność: 8,5 g
Dostępność: Drogerie NATURA
Cena: ok. 10 zł



OPAKOWANIE
Czarne okrągłe pudełeczko, z różowym logiem na środku. Ładne zgrabne, niestety z bliska widoczne są rysy jakie się na nim tworzą. By je otworzyć, wystarczy z boku podnieść pokrywkę. Brakuje mi w nim puszka/gąbeczki.



KONSYSTENCJA
W opakowaniu jest idealnie sprasowana. Ja najczęściej nakładam go pędzlem i niestety przy tej czynności bardzo się osypuje. Kosmetyk jest o delikatnej konsystencji, nie matowi zbyt mocno skóry dzięki czemu efekt jest bardziej naturalny. Zapach pudru jest neutralny, lekko pudrowy.



ODCIEŃ
W szafie My Secret są do wyboru pudry matujące w trzech odcieniach. Ja posiadam nr 2. Mimo, że mam bardzo jasną karnację zdecydowałam się na lekko ciemniejszy kolor ponieważ jest on bardziej naturalny. Nie tworzy mi efektu maski ponieważ przy cienkiej warstwie wyrównuje się z moim kolorytem.


U góry swatche na ręce. Na dłoń nałożyłam większość ilość produktu, a tuż pod nią trochę mniej aby aparat wszystko uchwycił. Następnie wygładziłam puder puszkiem. Przy większej ilości produktu na twarzy staje się on ciemniejszy ale gdy jest go mniej zachowuje bardziej cielisty kolor, a nie pomarańczowy.



MOIM ZDANIEM czyli jak się spisał na mojej twarzy, która jest mieszana - w strefie T lubi się przetłuszczać.
 Nie jestem typem kobiety, która nosi kosmetyczkę w torebce i co pewien czas poprawia makijaż. Swój puder zabieram ze sobą "od święta" do drobnych poprawek w ciągu dnia. Zapach i odcień w tym kosmetyku odpowiadają mi. Trochę przeszkadza mi, że podczas nakładania osypuje się. Po nałożeniu tego pudru moja skóra wygląda naturalnie. Jest to puder matujący, a producent zapewnia, że twarz będzie nieskazitelna przez wiele godzin. Kilka owszem ale niestety jeśli oczekujemy całodziennego zmatowienia ten produkt się nie sprawdzi. Wątpię, że osoby z tłustą cerą zostaną usatysfakcjonowane posiadając My Secret. Jako ratunek w sytuacjach kryzysowych, od czasu do czasu to produkt całkiem niezły zwłaszcza, że kosztuje niewiele ale do stosowania na co dzień nie jestem pewna czy to odpowiedni produkt. Być może sprawdzi się u osób z normalną i nie wymagającą skórą.


A Wy wolicie prasowane czy sypkie pudry?

18 lut 2013

Usta w stylu Kate


Muuuaaa ;* Dziś witam Was buziaczkiem i to nie byle jakim buziaczkiem bo w stylu Kate Moss ;) Czyli dziś o szmince stworzonej przez modelkę dla Rimmel.



 O tej szmince powinnam chyba była napisać kilka miesięcy wstecz. Dlaczego? Ponieważ to mazidło pochodzi z jesiennej kolekcji... Ja swoją "Kate" dopadłam jak już była zima w drogerii Natura. Nie jestem pewna czy są one nadal dostępne ale wydaje mi się, że jeszcze czasami migają mi w drogeriach pojedyncze sztuki. Zakupiłam ją za ok. 16 zł.

Czym się wyróżnia kolekcja jesienna szminek Kate? Po pierwsze opakowaniem - jest ono czerwone, a nie czarne. Po drugie to nie błyszczące kolory tylko matowe odcienie. Po trzecie linia liczy 5 kolorów, 5 kolorów w odcieniach różu.
Przedstawiam Wam mój:

 Moja szminka ma nr 103.


Nazwałabym go klasycznym różem. Nie za jasny, nie za ciemny. Stonowany. Lekko chłodny.


Na moich ustach wygląda bardzo naturalnie. Moim zdaniem szminka nie jest w 100% matowa. Jednak do disco błysku bardzo, bardzo jej daleko.
Konsystencja nie jest tępa, dobrze się ją nakłada na usta. Jednak nie jest ona tak kremowa jak jej siostry w czarnych opakowaniach  Przez formułę zastosowaną w tej szmince wydawać się może, że ma się wysuszone usta ale to tylko takie błędne odczucie. Kiedy nałoży się ją na suche usta to ich nie nawilży tylko podkreśli suche skórki dlatego trzeba pamiętać aby nasze usta były w nienagannym stanie.
Trwałość tego mazidła bardzo w porządku. Utrzymuje się dobre 3 godziny (jeśli się nie je i nie pije).
Zapach w opakowaniu jest dziwny, przypomina mi klej szkolny ale kiedy mam róż na ustach żadnej nieprzyjemniej woni nie wyczuwam.

W plusach i minusach:
+ kolor
cena
+ opakowanie
+ trwałość
+/- konsystencja
+/- zapach
- może podkreślać suche skórki


Osobiście jestem zachwycona szminkami Rimmel stworzonych przez Kate. Kiedyś tego typu mazidło omijałam szerokim łukiem dziś z moimi Kate się nie rozstaję. Jak za cenę 16 zł to dla mnie jakość jest świetna. Brakiem matu się nie rozczarowałam, wręcz przeciwnie, bardzo podoba mi się to aksamitne wykończenie, daje efekt naturalnych ust. I  Kate!

A teraz czas na Ciebie! Pochwal się jaką szminkę uwielbiasz ;) A może wolisz błyszczyk lub balsam do ust?

4 paź 2012

DIADEM - róż rozswietlajacy

Witam w dniu czwartym z marką DIADEM. Był fluid, były cienie, a dziś o różu do policzków. Przypominam, że więcej info odnośnie firmy DIADEM pojawiło się TUTAJ

Róż rozświetlający do policzków

 Opakowanie jest takie samo jak w przypadku potrójnych cieni - okrągłe, zgrabne z logiem firmy na środku ale tym razem przez przeźroczystą szybkę widać róż - jego kolor.

 Pudełeczko jest otwierane do góry, posiada zatrzask dzięki czemu nie otwiera się kiedy chce tylko kiedy my tego chcemy.

 Mój róż to nr 09 czyli Pastelowa róża. Na opakowaniu jest podany tylko numerek danego odcienia, bez nazwy. Szkoda, osobiście lubię nazwy na opakowaniach, lepiej mi się je zapamiętuje :)

 Róż jest delikatny. Zalicza się do grupy rozświetlających ale nie zawiera w sobie tony brokatu. Jest to bardzo łagodne rozświetlenie, naturalne dodające cerze ładnego blasku. Sam kolor określiłabym przybrudzonym różem. Dobrze dopasowuje się do kolorytu cery, nie wyróżnia się na niej. Od razu po nałożeniu kolor jest nieznaczny dzięki czemu nie narobi się na licach nieestetycznych placków. Dobrze się go stopniuje. Próbowałam to uchwycić na zdjęciu.

Róż lekko pyli przy nabieraniu go pędzlem ale więcej wad u niego nie wykryłam. Utrzymuje się na mojej twarzy dość długo. Nie jest nachalny. Idealny do codziennego makijażu. Lekko rozświetla. Opakowanie mieści w sobie 6,9 g produktu, a kosztuje 12.90 zł.
Jeśli jednak komuś odcień nie odpowiada może przebierać w innych odcieniach bo jest ich do wyboru aż 15! KLIKNIJ TUTAJ i zobacz inne numerki.

 A Wy wolicie delikatne kolory różów czy bardziej wyraziste?

3 paź 2012

DIADEM - trójkolorowe cienie do powiek APODUS

Witajcie! Dzień drugi z marką DIADEM na moim blogu, zatem czas na produkt nr 2, a dokładnie cienie do powiek. Pisałam już ogólnie o tej firmie TUTAJ, dlatego nie przedłużając od razu przechodzę do wyrażenia swojego zdania na temat tego produktu.

Cienie do powiek trójkolorowe APODUS
Wygląd zewnętrzny: Cienie umieszczone są w plastikowym okrągłym pojemniczku o średnicy 5 cm. Górna część opakowania jest przeźroczysta dzięki czemu widoczne są kolory cieni. Na środku widnieje logo firmy.

 Otwarcie: Opakowanie otwiera się, kiedy podniesie się wyżłobioną krawędź do góry, a zamyka w przeciwny sposób - naciskając w dół. Okrągłe pudełeczko nie otwiera się samo ponieważ jest w nim mały "zatrzask".

 Z drugiej strony: Kiedy odwróci się opakowanie do góry dnem widoczny jest opis produktu, skład, ważność, pojemność (3,3 g) oraz nr cieni. Moje cienie to nr 6, na stronie internetowej firmy można dodatkowo znaleźć nazwę danego numerka. "Szóstka" to Poranna Mgiełka. Bardzo spodobały mi się nazwy cieni i szkoda, że nazwa także nie jest umieszczana na opakowaniu.

 Wygląd wewnętrzny: W środku znajdują się trzy cienie o zbliżonej kolorystyce, które są moim zdaniem dobrze zgrane. Nr 6 to błyskotliwe szarości z bielą.

 Konsystencja: "Malowidełka" nie są zbyt suche, dobrze się je nabiera. Kolory są widoczne już po pierwszym pociągnięciu. Nie są to cienie matowe, ale też nie bardzo perłowe - dają delikatny połysk (zwłaszcza w słońcu). Moim zdaniem to dodaje im atrakcyjności.

 Użytkowanie: Cienie dobrze nakłada się palcami ale także pędzelkiem. Dobrze i ładnie łączą się ze sobą na powiece. Jak "na moje oko" są trwałe. Nakładałam je bez bazy i muszę przyznać, że na mojej tłustej powiece trzymały się długo. Najszybciej z oka znikła biel ale szarości trzymały się prawie cały dzień. Po kilku godzinach lekko się przemieszały ale nadal uroczo się ze sobą komponowały. Nakładane na baze trzymały się jeszcze lepiej na swoim miejscu. Szarości miałam do końca dnia ale biel nieco wyblakła.

Podsumowanie: Małym minusem jest dla mnie sypkość kiedy nabiera się je pędzelkiem ale na oku nie osypywały się. Miło zaskoczyły mnie cienie swoją trwałością. Trójka skomponowana jest w bardzo dobre barwy, które umożliwiają stworzenie makijażu dziennego jak i wieczorowego. Cena ze strony to 13.90 zł, wg mnie to przystępna cena. Polubiłam się z tym produktem.

A Wy lubicie szarości na oku?

2 paź 2012

DIADEM - długotrwały podkład matujący

Witajcie! Zacznę dziś akcentem bardziej prywatnym ;) Troszkę u mnie na blogu przycichło ponieważ moje wakacje dobiegły końca i wróciłam na uczelnie. Oprócz tego podjęłam się też innych zadań (ale o tym może kiedyś w przyszłości ;)). Nie zapomniałam o blogu, o Was! W każdej wolnej chwili będę tu, jak i u Was na blogach.  A teraz o czym dzisiaj?
Powracam do wspomnień sprzed niecałego miesiąca czyli do Spotkania Śląskich Bloggerek gdzie w Kredensie odwiedziła nas Pani z firmy kosmetycznej Diadem i wręczyła nam takie torebki (zdj, poniżej), w których znalazły się kosmetyki wraz z katalogiem. 


Co do mnie trafiło i w jakich kolorach? Otóż były tam 4 kosmetyki i postanowiłam przez cztery kolejne dni przybliżyć Wam je i moje zdanie na ich temat.
Znacie markę DIADEM? Przyznam, że ja 9-go września zetknęłam się z nią po raz pierwszy. Przybliżę Wam na początku tę firmę.
DIADEM, firma która istnieje na rynku polskim od 1998 roku. Ich misją jest tworzenie najwyższej jakości produktów dla kobiet. Ma do zaoferowania przede wszystkim kosmetyki kolorowe - podkłady, pudry, kredki, cienie itd. Wg opisu z ulotki, najważniejsze atuty firmy to: kosmetyki nie testowane na zwierzętach, składniki mineralne i naturalne, współpraca z najlepszymi laboratoriami i ośrodkami badawczymi w Europie. Jeszcze więcej informacji znajdziecie na stronie internetowej www.diadem.com.pl lub na FB - Diadem Cosmetics.
Jakie kosmetyki oferuje DIADEM? Tu zaproponuję znów odwiedzenie strony DIADEM lub przejrzenie katalogu online.
Gdzie można kupić kosmetyki DIADEM? Online przez stronę www.diadem.com.pl, a stacjonarnie np. w wybranych drogeriach KOLIBER.

A teraz czas na produkt nr 1 czyli długotrwały podkład matujący:

 OPAKOWANIE
Plastikowa buteleczka, która ma pojemność 30 ml. Wyposażona jest w pompkę dzięki której można wydobyć odpowiednią ilość produktu. To co mi przeszkadza w szacie zewnętrznej to matowy plastik, który uniemożliwia zobaczenie prawdziwego koloru, natomiast na zakrętce jest on zupełnie przejrzysty i od razu widać jak się przybrudzi.
 KOLOR
W ofercie jest dostępnych do wyboru osiem kolorów ZOBACZ TUTAJ. Mimo większego wyboru to na stronie internetowej wszystkie wydają mi się zbliżone do siebie.
Do mnie trafił nr 5 czyli Opalony. Jak widać na zdjęciach powyżej jestem jasnej karnacji i niestety zupełnie do mnie nie pasuje ale znalazł on nową właścicielkę, jest nią moja mama która ma nieco ciemniejszą i jeszcze opaloną karnację i jej pasuje bardzo dobrze.

 KONSYSTENCJA
Płynna, i nie trzeba dużej ilości aby pokryć całą twarz. Dobrze się rozprowadza palcami, pędzlem jak i gąbeczką. Nie wysusza skóry, efekt po nałożeniu jest naturalny.
 DZIAŁANIE
Wychodzę z założenia, że podkłady nie są po to by kryć niedoskonałości tylko wyrównać koloryt skóry. Dobrze dobrany odcień to robi. Bardzo ładnie wyrównał koloryt cery mojej mamy i zatuszował DROBNE problemy. Nie był to efekt maski, skóra była gładka i wyglądała naturalnie. Długo utrzymuje się na twarzy.
A co z matowieniem?
Otóż przetestowałam go też na sobie (miałam wolny dzień, który spędziłam w domu i testowałam go mimo, że u mnie nie wyglądał korzystnie). Mam skórę mieszaną, która lubi się przetłuszczać w strefie T. Po nałożeniu zauważyłam zmatowienie twarzy, nie było potrzebne jej przypudrowanie. Zmatowioną skórą przez kilka godzin, zapobiegł świeceniu się skóry. Jednak pod koniec dnia podjęłam się większego wysiłku co się wiąże z potem i tu gdzieniegdzie zauważyłam defekty na mojej twarzy. Moja mama jest posiadaczką cery suchej i u niej efekt zmatowienia utrzymuje się o wiele dłużej, a podkład okazał się odporny na działanie potu.


 PODSUMOWUJĄC
Warto wypróbować podkład, zwłaszcza jeśli dobierze się odpowiedni dla siebie kolor. Cena to 39 złotych, dla niektórych może okazać się nieco zawyżona, dla innych odpowiednia. Czy ja bym kupiła podkład w tej cenie? Produkt jest wydajny i gdybym znalazła odpowiedni odcień to tak bo działanie podkładu jest dobre.
Co Wy na to?

22 wrz 2012

Slodkie usta?

Witajcie! Dziś przychodzę do Was z pomadką firmy Hean. Przyznaję się, że jak ją zobaczyłam to nie przekonała mnie do siebie ponieważ osobiście nie przepadam za mocniejszymi ustami. Wolę delikatne odcienie i najczęściej używam błyszczyków lub pomadek, które w rzeczywistości wypadają bardzo naturalnie. Całkowicie jednak tego produktu nie spisałam na straty i poddałam ją swym testom. Czy się z nią polubiłam? Oto moja opinia:

DANE:
Producent: HEAN
Cena: ok. 11 zł
Dostępność: sklep internetowy HEAN, mniejsze drogerie

OPAKOWANIE
Solidny plastik imitujący metal. Na nim srebrne litery, które otacza grafika nawiązująca do nazwy serii. Mnie osobiście nie przekonuje nazwa i rysunek miasta ale to rzecz gustu. Wydaje mi się, że o wiele ładniej wygląda po zdjęciu "skuwki". Jednak, tu nie jest ważny wygląd zewnętrzny, a wewnętrzny i liczy się to co opakowanie ma w środku. Niemniej duży plus, że jest to solidne i plastik się nie nadłamuje oraz dobrze, mocno się zamyka. Podoba mi się również przeźroczysta podstawa, która pokazuje prawdziwy kolor produktu.


KONSYSTENCJA
Kiedy wykręciłam produkt przed oczami ukazała mi się sztywna pomadka. W kontakcie z ciałem, ustami nie staje się zupełnie kremowa. Przy rozprowadzaniu jej na wargach nie jest tępa, dobrze się rozprowadza ale nie należy ona do tych bardziej miękkich pomadek. Ustom nadaje "satynowego" blasku.


KOLOR
Mój odcień to nr 155 Sweet Plum. W opakowaniu wygląda na mocno fioletową i to mnie przeraziło. Nie widziały mi się usta w tym kolorze.
Mimo, że regularnie pielęgnuję usta często są one kapryśne, lekko przesuszone. Producent obiecuje, że: "masło morelowe o delikatnej konsystencji działa jak zmysłowy okład dla ust: odżywia, nawilża i rewitalizuje naskórek ust". Postanowiłam się o tym przekonać i nałożyłam ją na me usteczka. Zauważyłam, że lekko podkreśliła niektóre skórki, które nie były widoczne na pierwszy rzut oka z pewnej odległości. Faktycznie produkt nie przesuszył mi ich dodatkowo, być może lekko nawilżył ale nie zauważyłam odżywienia naskórka.
Kolor na ustach jest widoczny już za pierwszym pociągnięciem. Można go stopniować. Pomadka na wargach na szczęście nie jest mocno fioletowa i nie wygląda sztucznie. Różnicę widać tuż po nałożeniu.



TRWAŁOŚĆ
Od producenta: "Formuła typu long wear wyraźnie utrwala kolor w stosunku do klasycznych pomadek, charakteryzuje się wyjątkową stabilnością koloru na ustach". Ja po jakimś czasie od nałożenia miałam wrażenie jakby pomadka zastygła na moich ustach i faktycznie długo na nich zagości ale...
 ...niestety zostawiała ślady tam gdzie tylko dotknęłam pomalowanymi wargami.
Po jakimś czasie usta straciły blask i stały się lekko matowe. Po ok. 2 godzinach kolor został tylko na części ust, niestety nie schodził równomiernie co nie wyglądało za ciekawie. Przez ten czas od czasu, do czasu piłam tylko wodę. Może gdyby nic nie pić i nic nie jeść pomadka utrzymałaby się dłużej...


PODSUMOWUJĄC
Pomadka nie stała się moją ulubioną ale nie spisałam też jej na straty. Na jakieś specjalne okazje, kiedy chciałabym mieć mocno pomalowane usta to czemu nie. Natomiast trzeba na pewno pamiętać o poprawianiu jej w międzyczasie aby usta były równego koloru. Jak za taką cenę to myślę, że pomadka jest godna uwagi. Plusem jest też to, że posiada filtry UV lecz nie jest o tym wspomniane na opakowaniu tylko na stronie producenta.

A Wy wolicie mocne czy delikatne usta?


Produkt znalazł się w mojej kosmetyczce dzięki Spotkaniu Śląskich Bloggerek.

19 wrz 2012

MOJE PRZEMYŚLENIA dotyczące edycji limitowanych Essence.

 Tym razem na blogu postanowiłam przedstawić moje przemyślenia dotyczące edycji limitowanych marki Essence. Kosmetyki te wychodzą co jakiś czas i nie są dostępne w stałej sprzedaży. W swojej kolekcji nie mam ich dużo ponieważ często gdy zachodzę do drogerii nic już nie zastaję. Dlaczego? I tu nachodzi mi kilka myśli....


 OPAKOWANIE?
Zauważyłam, że produkty, które ukazują się tylko co jakiś czas nie są bardzo wymyślne. Mają prostą formę. Najczęściej są to plastikowe przeźroczyste pudełeczka. Buteleczki lakierów też zazwyczaj są podobnej formy.
Mnie to osobiście nie przeszkadza, nawet mi to odpowiada. Dzięki temu od razu widać kosmetyk. Dodatkowo nie dopłacam za wykwintne opakowanie.


 MOTYW?
Kiedy firma Essence wypuszcza edycję limitowaną ma ona nadaną nazwę (np. MIAMI ROLLER GIRL). Wówczas edycja do czegoś nawiązuje, jest utrzymana w zbliżonej kolorystyce. Takie coś prezentuje też często najnowsze trendy, innowacyjne produkty lub też kolekcja poświęcona jest najnowszym propozycjom w modzie.


  REKLAMA?
Na ulicy, w prasie nie spotkałam się z reklamą edycji limitowanych Essence, która ma ukazać się na półkach. Najczęściej, o nowych sezonowych produktach dowiaduję się z blogów. Czasami kiedy przeglądam gazetkę promocyjną drogerii Natura też napotykam małe zdjęcie, że ma się pojawić.


 WNĘTRZE?
Wydaje mi się, że to chyba najczęściej nas kusi przy zakupie tych produktów. Kolory są moim zdaniem dobrze przemyślane. Kiedy np. chciałabym coś podobnego zakupić ze stałej kolekcji albo z innej firmy jest duże prawdopodobieństwo, że identycznego nie znajdę. Barwy, dobrze przemyślane drobinki mnie wabią, a Was?
Drugą ważną rzeczą jest to, że produkty są dobrej jakości. Kosmetyki, które posiadam długo utrzymują się na twarzy, lakiery nie odpryskują od razu na drugi dzień. Pamiętam też błyszczyki i róże, których nie dawało się nawet zmyć, to czasami aż są za trwałe ;)


 CENA?
Wydaje mi się, że koszty kosmetyku z edycji limitowanej nie są wygórowane. Zależy co chce się kupić (np. lakier będzie tańczy od pudru rozświetlającego) ale przeważnie najwyższa cena to ok. 15 zł.


 DOSTĘPNOŚĆ?
Najczęściej "limitkę" można spotkać w drogerii Natura. Czasami pojawiają się także w Douglasie, w wybranych Rossmannach. O innych mi nie wiadomo, ponieważ wymienione przeze mnie to te, z których ja najczęściej korzystam.
Dlaczego więc często zostaję puchy w szafie essence jeśli chodzi o edycje limitowane? Ponieważ do najbliższej Natury mam dość daleko, z resztą do Douglasa też mi nie po drodze. Najczęściej kiedy wychodzi dana edycja limitowana nie mogę zjawić się tam natychmiast. Okazuje się, że czasami po 2 dniach to już za późno. Po za tym w szafie na edycje limitowaną jest przeznaczone małe miejsce, nie wydaje się Wam ono zbyt małe? Patrząc można się domyślać, że było wyłożone np. około 5 różów, kilka lakierów i błyszczyków. Nie wiem czy Panie ekspedientki uzupełniają to miejsce czy nie. Dlaczego jest to kilkanaście produktów na tyle chętnych osób?


Jak upolować kolekcję limitowaną?
Najczęściej o kolekcji limitowanej i produktach jakie mają się pokazać dowiaduję się z blogów Lusterko Em i Zakupowe Bestie. Już wtedy dobrze obejrzeć na zdjęciach czy jest jakiś produkt, który jest interesujący i warto mieć go u siebie. Wtedy należy czyhać kiedy ukaże się w Polsce (chyba, że mamy znajomości za granicą :)). Dobrze wiedzieć gdzie będzie dostępna, czy np. we wszystkich Rossmannach, czy w wybranych. Niby proste, a jednak często mi się nie udaje zakupić wymarzonego produktu. Powtórzę się ale wydaje mi się, że jest ich za mało.
Co wtedy?
Ja część produktów mam dzięki uprzejmości innych. Otóż niektóre Blogerki organizują rozdania albo konkursy, w którym można wygrać najbardziej pożądany kosmetyk z "limitki". U mnie tak się znalazł rozświetlacz i cień :)
Warto też śledzić zakładkę, która na ogół zwie się "Wymianka". Takie zakładki są na wielu blogach, tam niekiedy pojawia się coś atrakcyjnego i można wymienić się na zasadzie kosmetyk za kosmetyk ewentualnie odkupić.
Na allegro.pl też widziałam niektóre produkty z sezonowych edycji chociaż wydaje mi się, że przy niektórych cena z przesyłką jest lekko zawyżona.

Mnie najbardziej w edycjach limitowanych pociąga innowacyjny kolor i aż szkoda, że nie są puszczane w stałej kolekcji lub chociaż w większej ilości.
Jestem ciekawa co Wy myślicie o edycjach limitowanych? Czy posiadacie może coś z takowej? Podzielcie się w komentarzach ;)

15 wrz 2012

Jak anikowa101 używa... pudru sypkiego?

 Dziś o pudrze sypkim, a dokładnie o jego użytkowaniu. Przypomnę, że moja recenzja pudru pokazywanego na zdjęciach (My Secret) już była i można ją znaleźć TUTAJ.
Jakiś czas temu na blogu gościł podobny post ale o moim użytkowaniu tuszu do rzęs. Bardzo mnie cieszyły Wasze komentarze pod tamtym wpisem, wiele z Was dba o kosmetyki używając ich we właściwy sposób. Postanowiłam, że przygotuję coś podobnego ale tym razem w roli głównej wystąpi mój ulubiony puder sypki. Dlaczego? Ponieważ często spotykam się z wieloma opiniami, iż ten produkt jest mało ekonomiczny, za dużo się go wysypuje i ciężko się go używa. Pamiętam jak kupiłam swoje pierwsze opakowanie i też miałam z tym problem ;) Aczkolwiek wystarczy trochę wprawy i ten puder jest naprawdę bardzo przyjemny w użytkowaniu. Przedstawiam moją małą ściągawkę:
1. Szybkim ruchem odwracam opakowanie do góry dnem. Puder My Secret posiada wewnątrz wiele otworków ale jeśli inne mają ich mnie to można też nim lekko potrząsnąć. (Puder, który pokazuję, kiedy jest pełny wydostaje się szybciej na nakładkę umieszczoną wewnątrz ale z czasem gdy go ubywa już nie wystarczy go tylko odwrócić wówczas lekko stukam o dno.)

2. Stawiam pudełeczko już dnem do dołu i otwieram. Na nakładce znalazł się puder. (Mój kiedy pozował do zdjęć był świeżo po podróży i znalazło się go tam więcej ale to w niczym nie przeszkadza.)

3. Małą ilość z opakowania wysypuję na pokrywę pudru.

4. Na nakrętce mam już przygotowany puder do nałożenia. Pokazana ilość na zdjęciu w zupełności wystarczy na pokrycie całej twarzy, a nawet może go być mniej! Pamiętaj: puder jest tylko wykończeniem w makijażu.

Ja swój puder nakładam na dwa sposoby:

  • Za pomocą "puszka"
Mój puszek wyjęłam z pudru rozświetlającego Sun Club. Długo leżał nieużywany ale znalazłam dla niego zastosowanie. Jest mały i świetnie się spisuje pod okolicami oczu.
Puszek zanurzam w kosmetyku lekko go dociskając. Mi nie przeszkadza, że jest na nim ciut za dużo produktu (jeśli przeszkadza mi zbyt duża ilość puszek otrzepuję nad opakowaniem). Następnie puszek z pudrem ruchami przytykającymi  do twarzy, w ten sposób równomiernie osiądzie na twarzy. Robię to tylko w wybranych miejscach (u mnie jest to pod oczami aby utrwalić korektor i na czole gdzie często się świecę). Zamiast puszka można też użyć tamponików z waty.
*Jeśli widzę, że pudru nałożyło mi się za dużo omiatam go innym, czystym puszkiem lub pędzlem.


  • Za pomocą pędzla

Najlepiej używać dużych, miękkich i półkolistych pędzli.
Wkładam pędzel do pudru i kilkoma kulistymi ruchami przejeżdżam po nakrętce. W ten sposób nabiera się niewielka ilość i o to chodzi. Jeśli jednak produktu na pędzlu jest zbyt dużo po prostu go strzepuję z powrotem. Następnie krótkimi ruchami omiatam partie twarzy. Robię to stopniowo by puder się równomiernie nałożył i zawsze zaczynam od czoła, a kończę na brodzie. Czyli nabieram puder pokrywam czoło i na dalsze partie ponownie nabieram produkt.

Do pokrywki zawsze staram się przesypywać małą ilość, która mi na pewno wystarczy na pokrycie abym nie musiała przesypywać i odsypywać wciąż pudru bo tak mógłby się przypadkiem rozsypać. Na początku miałam z tym problem ale w końcu doszłam do wprawy. Puder ma za zadanie zmatowić i nadać jednocześnie "aksamitnego", świeżego wyglądu, jest dopełnieniem makijażu i nie należy go zbyt dużo nanosić. Każda z nas ma inną cerę i niektóre z nas potrzebują ukryć świecące miejsca w ciągu dnia. Wówczas proponuję zaopatrzyć się w bibułki matujące lub puder prasowany, który idealnie nadaje się do poprawek.

Mam nadzieję, że niektórym z Was choć troszkę pomogłam.
A Wy czego używacie do nakładania pudru?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...