Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

18 gru 2012

Czy warto mieć kartę?

To co przeczytacie może okazać się zbędne dla wielu z Was. Mimo wszystko postanowiłam stworzyć ten wpis. Dlaczego? Ponieważ już kilka, a nawet kilkanaście razy stałam w kolejce do kasy i słyszałam taki dialog:
-Kasjerka: Czy posiada pani kartę xxx?
-Klientka: Nie.
Wówczas zerkałam kątem oka co kupuje i nieraz wiedziałam, że kupująca mogła wydać mniej o 3 zł, o 5 zł, a nawet o 10 zł.

 Kto nie posiada karty? Wg mnie warto mieć "plastik" i to wcale nie do układania domków z kart ;)

 Na początek zacznę od negatywnej strony...
Ja posiadam karty do sklepów, drogerii, aptek w mojej okolicy, które często odwiedzam ale też do tych, do których zaglądam tylko raz w roku. Moim zdaniem wcale nie posiadam tak dużo swych plastików ale jednak trochę miejsca zajmują one w portfelu ;) To wg mnie jedyny minus w tej kwestii.
Otóż posiadacz karty nie jest zobowiązany do codziennych zakupów! Nie trzeba też wydawać całej wypłaty w danym miejscu. Przynajmniej w tych sklepach o których teraz napiszę:


  •  Karta hebe
    Co zyskasz będąc posiadaczem tej karty? Zniżki! Promocyjne ceny! Posiadacze tej karty w drogerii Hebe płacą mniej za wybrane produkty nawet o 10 zł! Zachęcam do zajrzenia gazetki i zapoznanie się z promocjami ;) GAZETKA HEBE online
    Jak stać się posiadaczem karty? Wystarczy wypełnić formularz rejestracyjny w sklepie lub online (kliknij tutaj i przenieś się do formularza rejestracyjnego), następnie czekać na listonosza, który przyniesie nam kartę i bon na zakupy w Hebe o wartości 10 zł.

    Hebe niedaleko mnie pojawiło się dopiero niedawno. Z pewnym dystansem podchodziłam do tego miejsca bo przecież to tylko kolejny taki sklep ale jak wstąpiłam tam przypadkiem to stwierdziłam, że niektóre rzeczy na pewno bardziej opłaca się tam kupić niż w innej drogerii.




  •  Karta LifeStyle
    Co zyskasz będąc posiadaczem tej karty? Po pierwsze niższe ceny na wybrane produkty. Z promocyjnymi cenami można zapoznać się np. w specjalnej zakładce cena z kartą na stronie klubu (kliknij tutaj). Po za tym posiadacz karty na osobistego maila dostaje specjalne kupony, dzięki którym można kupić wiele rzeczy taniej.
    Po drugie na karcie zbieramy punkty, które możemy wymieniać na nagrody. Np. lakier do paznokci DELIA możemy wymienić za 59 pkt z karty. Kliknij tutaj i zobacz dostępne nagrody.
    Jak stać się posiadaczem karty? Wystarczy zarejestrować się w SUPER-PHARM na miejscu lub online, przy czym robiąc to przez internet otrzymasz na wstępie +25pkt ;) TUTAJ zapoznasz się dokładniej z programem klubu LifeStyle.

    Już niejednokrotnie korzystałam z mojej karty by móc zapłacić za dany produkt taniej. Uważam, że niektóre promocje naprawdę są fajne ;)




  •  Karta Douglas
    Co zyskasz będąc posiadaczem karty? Program tej kart jest bardzo prosty: za każde wydane 2 zł otrzymujesz 1 pkt. Po uzbieraniu 450 pkt na adres pocztowy przychodzi bon o wartości 40 zł do wykorzystania w Douglas.
    Jak stać się posiadaczem karty? Kiedy dokonamy zakupu w Perfumerii Douglas za min. 100 zł wówczas możemy dołączyć do programu Karty Douglas. Więcej informacji nt. karty uzyskasz KLIKAJĄC TUTAJ.

    Do Douglasa często nie zaglądam, najczęściej tam jestem w okresie takim jak teraz czyli świątecznym kiedy szukam i kupuję różne prezenty. Uważam, że kiedy nawet nie jest się częstym bywalecem danego sklepu to warto okazać wtedy swoją kartę.



 Karta Rossnę!
Co zyskasz będąc posiadaczem karty? Bardzo dobra karta dla mam i osób lubiących dziecięce produkty. Otóż kupując artykuły dla najmłodszych można uzyskać rabat nawet z 10% rabatem.
Jak stać się posiadaczem karty? Wystarczy odebrać kartę w dowolnym Rossmannie i zarejestrować ją online. Szczegółów o karcie i jak ją zarejestrować uzyskasz KLIKAJĄC TUTAJ.




Przedstawiłam Wam moje karty, z których najczęściej ja korzystam. Co raz więcej sklepów i aptek wydaje takie karty i uważam, że warto taką ową posiadać. Nie uważam się za Sknerusa McKwacza ;) Ale jeśli jest okazja do zaoszczędzenia nawet złotówki zrobię to. Przecież za oszczędzone pieniążki można kupić lepszy lub wymarzony kosmetyk ;)

A Ty posiadasz jakąś kartę, która oferuje Ci wiele zniżek lub bonów rabatowych?


19 wrz 2012

MOJE PRZEMYŚLENIA dotyczące edycji limitowanych Essence.

 Tym razem na blogu postanowiłam przedstawić moje przemyślenia dotyczące edycji limitowanych marki Essence. Kosmetyki te wychodzą co jakiś czas i nie są dostępne w stałej sprzedaży. W swojej kolekcji nie mam ich dużo ponieważ często gdy zachodzę do drogerii nic już nie zastaję. Dlaczego? I tu nachodzi mi kilka myśli....


 OPAKOWANIE?
Zauważyłam, że produkty, które ukazują się tylko co jakiś czas nie są bardzo wymyślne. Mają prostą formę. Najczęściej są to plastikowe przeźroczyste pudełeczka. Buteleczki lakierów też zazwyczaj są podobnej formy.
Mnie to osobiście nie przeszkadza, nawet mi to odpowiada. Dzięki temu od razu widać kosmetyk. Dodatkowo nie dopłacam za wykwintne opakowanie.


 MOTYW?
Kiedy firma Essence wypuszcza edycję limitowaną ma ona nadaną nazwę (np. MIAMI ROLLER GIRL). Wówczas edycja do czegoś nawiązuje, jest utrzymana w zbliżonej kolorystyce. Takie coś prezentuje też często najnowsze trendy, innowacyjne produkty lub też kolekcja poświęcona jest najnowszym propozycjom w modzie.


  REKLAMA?
Na ulicy, w prasie nie spotkałam się z reklamą edycji limitowanych Essence, która ma ukazać się na półkach. Najczęściej, o nowych sezonowych produktach dowiaduję się z blogów. Czasami kiedy przeglądam gazetkę promocyjną drogerii Natura też napotykam małe zdjęcie, że ma się pojawić.


 WNĘTRZE?
Wydaje mi się, że to chyba najczęściej nas kusi przy zakupie tych produktów. Kolory są moim zdaniem dobrze przemyślane. Kiedy np. chciałabym coś podobnego zakupić ze stałej kolekcji albo z innej firmy jest duże prawdopodobieństwo, że identycznego nie znajdę. Barwy, dobrze przemyślane drobinki mnie wabią, a Was?
Drugą ważną rzeczą jest to, że produkty są dobrej jakości. Kosmetyki, które posiadam długo utrzymują się na twarzy, lakiery nie odpryskują od razu na drugi dzień. Pamiętam też błyszczyki i róże, których nie dawało się nawet zmyć, to czasami aż są za trwałe ;)


 CENA?
Wydaje mi się, że koszty kosmetyku z edycji limitowanej nie są wygórowane. Zależy co chce się kupić (np. lakier będzie tańczy od pudru rozświetlającego) ale przeważnie najwyższa cena to ok. 15 zł.


 DOSTĘPNOŚĆ?
Najczęściej "limitkę" można spotkać w drogerii Natura. Czasami pojawiają się także w Douglasie, w wybranych Rossmannach. O innych mi nie wiadomo, ponieważ wymienione przeze mnie to te, z których ja najczęściej korzystam.
Dlaczego więc często zostaję puchy w szafie essence jeśli chodzi o edycje limitowane? Ponieważ do najbliższej Natury mam dość daleko, z resztą do Douglasa też mi nie po drodze. Najczęściej kiedy wychodzi dana edycja limitowana nie mogę zjawić się tam natychmiast. Okazuje się, że czasami po 2 dniach to już za późno. Po za tym w szafie na edycje limitowaną jest przeznaczone małe miejsce, nie wydaje się Wam ono zbyt małe? Patrząc można się domyślać, że było wyłożone np. około 5 różów, kilka lakierów i błyszczyków. Nie wiem czy Panie ekspedientki uzupełniają to miejsce czy nie. Dlaczego jest to kilkanaście produktów na tyle chętnych osób?


Jak upolować kolekcję limitowaną?
Najczęściej o kolekcji limitowanej i produktach jakie mają się pokazać dowiaduję się z blogów Lusterko Em i Zakupowe Bestie. Już wtedy dobrze obejrzeć na zdjęciach czy jest jakiś produkt, który jest interesujący i warto mieć go u siebie. Wtedy należy czyhać kiedy ukaże się w Polsce (chyba, że mamy znajomości za granicą :)). Dobrze wiedzieć gdzie będzie dostępna, czy np. we wszystkich Rossmannach, czy w wybranych. Niby proste, a jednak często mi się nie udaje zakupić wymarzonego produktu. Powtórzę się ale wydaje mi się, że jest ich za mało.
Co wtedy?
Ja część produktów mam dzięki uprzejmości innych. Otóż niektóre Blogerki organizują rozdania albo konkursy, w którym można wygrać najbardziej pożądany kosmetyk z "limitki". U mnie tak się znalazł rozświetlacz i cień :)
Warto też śledzić zakładkę, która na ogół zwie się "Wymianka". Takie zakładki są na wielu blogach, tam niekiedy pojawia się coś atrakcyjnego i można wymienić się na zasadzie kosmetyk za kosmetyk ewentualnie odkupić.
Na allegro.pl też widziałam niektóre produkty z sezonowych edycji chociaż wydaje mi się, że przy niektórych cena z przesyłką jest lekko zawyżona.

Mnie najbardziej w edycjach limitowanych pociąga innowacyjny kolor i aż szkoda, że nie są puszczane w stałej kolekcji lub chociaż w większej ilości.
Jestem ciekawa co Wy myślicie o edycjach limitowanych? Czy posiadacie może coś z takowej? Podzielcie się w komentarzach ;)

18 lip 2012

MOJE PRZEMYSLENIA dotyczace kosmetyków MIYO (lakiery, cienie, róze)

Już kiedyś był na moim blogu post z moimi przemyśleniami. Tym razem też postanowiłam popisać na temat kosmetyków MIYO, a dokładnie na temat lakierów do paznokci, cieni do oczu i różu do policzków tej marki. Czyli dziś coś bardziej do poczytania, niż oglądania ;) (UWAGA! Nie mogłam się pohamować i często nadużywałam słowa MIYO ale badzo podoba mi się ta nazwa :)
Zacznę od tego jak poznałam MIYO...

Długo byłam nieświadoma, że istnieją w ogóle takie kosmetyki jak MIYO. Oczywiście pierwszy raz zobaczyłam je na blogach kosmetycznych. Na zdjęciach wyglądały bardzo interesująco. Udało mi się w rozdaniach organizowanych przez blogerki wygrać niektóre z kosmetyków. Okazało się, że producentem MIYO jest polska firma Pierre Rene.

Kiedy pierwszy raz próbowałam cienia OMG! EYESHADOWS byłam pod dużym wrażeniem (ale o tym za chwilę) i zapragnęłam mieć ich więcej.
Gdzie można dostać kosmetyki MIYO?
Miałam z tym trochę problemów ponieważ nie tak łatwo je znaleźć. Na stronie kosmetyki-perfumy.com można kupić online większość kosmetyków MIYO. Ja jednak chciałam dopaść je w sklepie stacjonarnym aby móc bliżej się im przyjrzeć i na jednym z blogów (KLIK) znalazłam listę, gdzie znajdują się szafy MIYO. W kilku wątkach na wizaż.pl także widziałam rozpiskę, w których sklepach jest dostępna kolorówka MIYO. Po jakimś czasie i ja dopadłam szafę MIYO i aż oczy mi się zaświeciły!
Jak wygląda szafa MIYO?
Bogato! Stając przed nią nie wiedziałam na co najpierw patrzeć. Niesamowita ilość kolorów do wyboru cieni i lakierów. Myślę, że każda z nas znalazłaby coś dla siebie ponieważ znajdują się tam odcienie bardzo nasycone, nieco stonowane, a także metaliczne. Nie lubię za długo stać i zastanawiać się co kupić ale przy kosmetykach MIYO pobiłam chyba swój rekord ponieważ nie wiedziałam na co się zdecydować. Poniżej zdjęcie, na których widać szafy. W rzeczywistości nie są bardzo szerokie ale mieszczą bardzo dużo.

Zdjęcie pochodzi ze strony  http://asimobeauty.pinger.pl 
Czy kolorówka MIYO jest droga?
Uważam, że nie. Większość kosmetyków można kupić poniżej 10 zł. Sugerowane ceny i co dokładnie znajduje się w szafach można zobaczyć na stronie producenta KLIK

A teraz słów kilka co ja myślę o:

  • LAKIERY MINI DROPS
Zdjęcie pochodzi z wizaż.pl
W buteleczce MINI DROPS mieści się 8 ml lakieru dokładnie tyle samo co w buteleczce NAILED IT. Cena tego lakieru bardzo się waha od 3 zł do 5.49 zł. Niedawno pojawiły się w Super Pharm i to tam miałam okazję wybrać sobie kilka kolorów, a jest w czym wybierać.
Mały prosty pędzelek umożliwia prostą aplikację lakieru. Aby uzyskać na płytce paznokcia nasycony kolor bez smug musiałam nałożyć 3 cienkie warstwy. Nie jestem zachwycona trwałością tego lakieru ponieważ po 3 dniach zaczęły się robić nie ładne popękania i zaczął bardzo odpryskiwać. Mimo tej wady bardzo chcę przygarnąć inne kolory z tej serii.

  • LAKIERY NAILED IT!

Zdjęcie pochodzi ze strony pierrerene.pl
Buteleczka wydaje się być nieco większa od swojej siostry MINI DROPS ale mieści dokładnie tyle samo lakieru czyli 8 ml. Kosztuje ok. 5 zł. Duży wybór kolorów robi wrażenie. Pędzelek jest nieci większy niż w mniejszej wersji ale także jest prosty i dobrze się nim aplikuje lakier. Tak samo jak w przy MINI i tu muszę nakładać 3 cienkie warstwy aby uzyskać nasycony kolor jak z buteleczki. Trwałość taka sama jak u poprzednika. Lakier schnie dość szybko.

  • CIENIE OMG! TRIO EYESHADOWS

Zdjęcie pochodzi ze strony pierrerene.pl
Do wyboru są cztery paletki kolorystyczne, a w każdej z nich po 3 cienie ułożone od najjaśniejszego do najciemniejszego koloru. Za pomocą jednaj paletki można stworzyć jeden pełny makijaż oka. Posiadam dwie paletki: jedną utrzymaną w odcieniach szarości, a drugą z błękitami. Kolory są matowe. Trio kosztuje niecałe 9 zł. Nie kruszą się, bardzo dobrze się je aplikuje. Trwałością na moim oku także nie gardzą ;)


  • CIENIE OMG! EYESHADOWS
Zdjęcie pochodzi ze strony pierrerene.pl
Pojedyncze cienie zapakowane w okrągłe, przezroczyste pojemniczki, które bardzo ładnie się prezentują. Nasycony kolor można uzyskać już za jednym machnięciem palca lub pędzla. W szafie dostępna jest niesamowita ilość kolorów do wyboru. Koszt jednego cienia to 5 zł. Ja najczęściej nakładam je na bazę i nasycony kolor utrzymuje się wówczas bardzo długo. Często także robię przy pomocy tego cienia kolorową kreskę nad okiem bez użycia żadnej bazy i muszę przyznać, że trzyma mi się ona niemal cały dzień. Na dzień dzisiejszy są to moje ulubione pojedyncze cienie.


  • RÓŻ CHEEKY

Zdjęcie pochodzi z pierrerene.pl
Do wyboru są 4 warianty kolorystyczne. Ja posiadam nr 1 czyli bardzo jasny róż, który delikatnie podkreśla kości policzkowe. Róże są prasowane zapakowane w okrągłe pojemniczki. Mimo, że opakowanie różu wydaje się być bardzo małe (5g produktu) są bardzo wydajne. Swojego różu używam ponad dwa miesiące niemal dzień w dzień, a zużycia praktycznie nie widać. Aplikuję go pędzlem i nałożony nie sprawia efektu sztucznych rumieńców. Wygląda bardzo naturalnie. Niestety nie utrzymuje się na moich licach przez cały dzień i czasami robię nim poprawki w ciągu dnia. Koszt jednego różu to ok. 8 zł.


Ogólnie bardzo polubiłam się z produktami MIYO. Na pewno będę wzbogacać się o kolejne cienie tej marki ponieważ ich trwałość za niską cenę mnie zachwyca. Różnorodne kolory nastawiają mnie pozytywnie :)



Jestem ciekawa jak Wy oceniacie MIYO? Miałyście jakieś produkty? Jesteście zadowolone? Jakie są Wasze ulubione kolory lakierów do paznokci czy cieni?

Może pokazywałaś na swoim blogu jakiś produkt MIYO? Jeśli tak zostaw w komentarzu linka do swojego bloga, a najlepiej link bezpośredni do posta, który prowadzi do notatki związanej z MIYO. Śmiało!

31 mar 2012

Nietrafione...

Kupuję kosmetyk lub przyrząd do pielęgnacji ale po kilkukrotnym użyciu okazuję się, że to nie to... Co teraz? Jeśli jest nowy, nieuszkodzony i zużycie jest niewielkie może zdołam go sprzedać lub wymienić się na coś innego. Mogę spróbować go także zareklamować lub zwrócić ale najczęściej wiążą się z tym różnego typu problemy lub po prostu coś nie jest warte tyle zachodu. Co jeszcze? Może po prostu pobawię się w "Pomysłowego Dobromira" i wymyślę dla danej rzeczy do czego innego może się nadać. O tym właśnie będzie ten post.



Produkt: Szczotka do mycia twarzy
Ma za zadanie: Oczyszczać dogłębnie twarz z pomocą ulubionego kosmetyku (żelu, pianki, itp.) lub bez niego.
U mnie się nie sprawdziło bo: Włosie szczotki w dotyku jest miękkie i elastyczne jednaj szczotka za bardzo podrażniała moją twarz... Po zastosowaniu miałam przez cały dzień zaczerwienioną twarz.
Moje zastosowanie: Szczotki się nie pozbyłam ;) Teraz używam jej do dłoni. Wraz z delikatnym żelem z drobinkami masuję nią swoje ręce, czyli robię taki peeling. Dłoniom nie szkodzi, wręcz przeciwnie po takim "zabiegu" są miłe w dotyku niczym jak aksamit :)


Produkt: Krem wygładzający z serii 25+ 
Ma za zadanie: Po "kuracji" skóra jest gładsza i bardziej nawilżona.
U mnie się nie sprawdziło bo: Byłam zadowolona z wygładzania lecz półtłusta konsystencja tego kremu nie za dobrze wpłynęła na moją mieszaną cerę. Bardziej się świeciłam. Dlatego postanowiłam odstawić ten krem ale...
Moje zastosowanie: Zużyłam ten krem stosując go na stopy :) Po aplikacji były one miękkie i gładkie.


Produkt: Cień do powiek
Ma za zadanie: Jak to cień do powiek - tworzyć ładny makijaż oczu ;)
U mnie się nie sprawdziło bo: Po prostu ten odcień różu źle wyglądał na moich powiekach.
Moje zastosowanie: Źle wypadał na powiekach ale za to idealnie mnie rumienił. Po prostu mianowałam go na róż do policzków.


A Ty co robisz jeśli jakiś produkt nie przypadnie Ci do gustu?



P.S. Dziś o 20:30 rozpoczyna się godzina dla Ziemi. Uczestniczycie w akcji? Wyłączycie światło?

5 lut 2012

Rzeczy, przez które chudnie portfel...

Zakładając bloga miałam założenie przedstawiać na nim tańsze rzeczy. Uważam, że np. kosmetyki z niższej półki cenowej nie są wcale złe! Często zdarza mi się odłożyć pieniądze aby zakupić coś droższego. W tym poście chciałam właśnie przedstawić trzy rzeczy, w które zainwestowałam. Czy żałuję zakupu i wydanych pieniędzy? Same zobaczcie:

Szczotka do włosów
 Tej szczotki chyba nie muszę przedstawiać? To oczywiście słynne TANGLE TEEZER. Jak ją pierwszy raz zobaczyłam pomyślałam: Jak można wydać tyle pieniędzy na jakiś plastik? Przecież szczotkę do włosów można kupić już za ok. 5 zł.
Zaczęłam się zastanawiać nad jej zakupem kiedy dowiedziałam się, że włosy są rozczesane już za pierwszym pociągnięciem. Obejrzałam też kilka filmików na youtube z jej udziałem i postanowiłam że przygarnę tą plastikową szczotkę. Zamówiłam ją na allegro. Od razu jak do mnie przyszła wypróbowałam ją. Oczarowała mnie i wymieniłam stary model na tę szczotę. Ma wiele zalet ale wady także dostrzegłam:

Plusy
  • Rozczesywanie włosów za jej pomocą jest o wiele szybsze niż w przypadku tradycyjnej szczotki.
  • Włosy mniej się puszę.
  • Przeczesywanie wilgotnych włosów jest bezbolesne i bez szarpań.
  • Dobrze się ją trzyma. Nie wypada z ręki.
Minusy
  • Włosy przy czesaniu za pomocą tej szczotki także wypadają i pozostają pomiędzy plastikowymi ząbkami.
  • Trzeba uważać z nią w trakcie podróży aby plastikowe ząbki się nie powyginały.
Czy żałuję zakupu?
Nie! Żałuję, że tak długo się zastanawiałam nad jej zakupem. Czesanie włosów tą szczotką jest o wiele przyjemniejsze!
Dodam jeszcze fakt, że mój młodszy brat też się jej nie boi. Ma on lekko kręcone włosy - dosłownie jak ten amorek:  AMOREK (klik obok i zobaczysz amorka ;) Do tej pory na widok grzebienia i szczotki uciekał. Tą szczotką często czesze się sam i bez zmuszania.


Pędzel do podkładu
 W jednym z postów pytałam Was jaki pędzel polecacie do rozprowadzania podkładu. Padło wiele odpowiedzi ale najwięcej razy pojawiła się nazwa HAKURO. Wówczas m.in. zakupiłam właśnie ten pędzel, a dokładniej H50S. Myślę, że w porównaniu z innymi pędzlami to ten wcale nie wypada tak drogo. Jego również zamówiłam przez allegro. Oto co mnie w nim zachwyciło:

Plusy
  • Bardzo miękkie włosie!
  • Wygodny w trzymaniu.
  • Świetnie radzi sobie z rozprowadzaniem podkładu płynnego.
  • Włosie nie wypada.
  • Włosie po praniu jest jak nowe: miękkie, nie zdeformowane.
Minus
  • Trudno się go "pierze" przez jego zbite włosie.

Czy żałuję zakupu?
Zdecydowanie NIE! Dawno nie miałam tak dobrego pędzla. Rozprowadzenie nim podkładu to bajka! Na pewno kupę także inne pędzle HAKURO.


Perfumy
 Na zdjęciu ESCADA - Incredible me. Tutaj nie chodzi mi dosłownie o nie tylko ogólnie o perfumy. Zazwyczaj wydaję większą ilość pieniędzy na pachnidła. Osobiście uważam, że te z niższej pólki cenowej także ładnie pachną i mają moce, a niektóre nawet bardzo trwałą woń. Próbowałam z tańszymi ale niestety nie sprawdzają się one u mnie. Często przez  te tańsze perfumy boli mnie głowa i tylko dlatego inwestuję w te droższe. ESCADA jest jednym z moich ulubionych.

Plusy
  • Nie boli mnie przez ich woń głowa.
  • Ich zapach utrzymuje się bardzo długo na ciele.
  • Ładne opakowanie i flakonik.
Minus
  • Cena. Na widok ceny niektórych perfum włosy mi stają dęba. 

Czy żałuję zakupu?
Nie, kiedy wybiorę zapach odpowiedni dla siebie. Uważam, że ESCADA idealnie pasuje do mnie, do mojej osobowości. Bardzo lubię kiedy perfumy są lekko wyczuwalne i stają się częścią mnie.


Czy Wy także macie rzeczy/rzecz, na którą wydałyście większą sumę pieniędzy? Żałujecie zakupu czy może nie? 


24 lip 2011

MOJE PRZEMYŚLENIA dotyczące gel eyeliner z essence

 Witam, witam i o zdrowie pytam ;) Od razu po zdjęciach można się domyślić, że ten post będzie miał coś wspólnego z firmą essence. No właśnie jednak tym razem nie będzie to taka typowa recenzja. Postanowiłam, że opiszę Wam moje przemyślenia na temat eyelinera w żelu... Dlatego będzie dużo czytania pewnie :P Ale postaram się wystawić mu też jakąś ocenę. Raz, dwa, trzy, zaczynam..
 Zacznę od tego, że ja na co dzień nie robię sobie kresek na górnej powiece. Dlaczego? Uważam, że nie za dobrze w nich wyglądam - moje oczy są z takową kreską jakby ociężałe... Od czasu do czasu spróbuję wykonać nad rzęsami jakąś cieniutką kreseczkę. Spróbuję bo przyznaję, że nie jestem w tym mistrzem. Nawet nie pamiętam kiedy pierwszy raz temu robiłam sobie "kocie oko" ale było to dość dawno. Niestety odpuściłam sobie. Znowu pojawia się pytanie: Dlaczego? Ponieważ kiedy po wielu trudach narysowałam sobie kreskę ona schodziła... Zaczynając od kredek kończąc na eyelinerze w płynie czarna linia na mojej powiece znikała. Czasami po godzinie czasami po dwóch. Więc to nie miało sensu. Myślę, że to po trochu wina tych kosmetyków ale także moich powiek - niestety "nie łapią" one kosmetyków. Z cieniami też mam problem ale to już inna bajka... Lecz ja się całkowicie nie poddałam dlatego piszę też tego posta. ;)
 Otóż znalazłam to małe cudeńko - gel eyeliner z essence. Hmmm.. Tzn. wcześniej poczytałam parę opinii na jego temat i większość była pozytywna. Ja i tak nie byłam za bardzo do niego przekonana co do tego produktu. Myślałam: "Co z tego, że to że to jakiś żelowy wyrób, moje powieki i tak pewnie go nie zechcą i pewnie tuż po aplikacji  rozmaże się, a potem zniknie." Postanowiłam jednak, że zaryzykuję i pobiegłam do Natury żeby go nabyć. Stałam przed tą szafą i stałam aż po pewnym czasie rzucił mi się w oczy mały, szklany słoiczek z pokrywką. Potem mój wzrok skierował się na cenę aby zobaczyć ile kosztuje... Wiem, że kosmetyki essence nie są drogie ale i tak się zdziwiłam jak ujrzałam 11,99 zł. Myślałam, że taka nowość pewnie będzie droższa. No ale kupiłam i wypróbowałam :P Nawet nie mam za bardzo do czego go porównać bo jak już wspomniałam to pierwszy mój taki "wyrób". Tzn. mam kredkę żelową z Avon (jest TU) no ale te produkty różnią się od siebie.
Liczyłam się z tym, że ten produkt może po prostu spłynąć z moich oczu ale nadszedł czas kiedy nie musiałam się pokazywać większej ilości ludzi i wypróbowałam żelowego eyelinera. Odkręciłam mały słoiczek i moim oczom ukazała się czarna konsystencja. Myślałam, że jest bardzo zbita i się zastanawiałam jak wbiję w to pędzelek a potem przeniosę na moje oko żeby uzyskać prostą linię. Zanurzyłam pędzelek i było całkiem inaczej niż myślałam. Konsystencją przypomina... margarynę. Pierwszą kreskę wykonałam dla próby na ręce i kolejne zdziwienie, że tak gładko poszło i powstała ładna prosta linia. Następnie przyszedł czas na kreskę na oku. Tu również odbyło się bezproblemowo. Wystarczyło jedno małe zanurzenie pędzelka w słoiczku aby powstały dwie czarne kreski. Czy się rozczarowałam tym artykułem? Nie! Jest fenomenalny. Utrzymał się na moich oczach cały dzień!

Teraz o wiele chętniej wykonuję sobie kreski na oczach i nie obawiam się wychodzić z nimi z domu w obawie, że się rozpłyną, rozmyją czy znikną. Uważam, że jest to dobry produkt w niskiej cenie.  Pozwolę sobie go porównać w jednej kwestii ze wspomnianą już wcześniej kredką Avon. Otóż eyeliner z essence potrzebuje ciut więcej czasu na dobre zaschnięcie na skórze w przypadku kredki kreska nią zrobiona zasycha o wiele szybciej. Jak wspomniałam wcześniej nie mam porównania do innych żelowych eyelinerów zapakowanych w słoiczek, zapewne są na świecie dużo lepsze ale już przy tym oczy mi wyszły i powiedziałam wielkie WOW! ponieważ jestem zadowolona z efektu i oceniając go daję mu 4+.

DANE PRODUKTU:
Producent:
essenceNazwa: gel eyeliner
Pojemność: 3 ml
Cena: 11.99 zł
Ważność: 6 mies.
Dostępne kolory01 Midnight in Paris (czerń); 02 London, Baby (brąz); 03 Berlin Rocks (fiolet); 04 I Love NYC (zieleń)
Dodatkowe inf.: wodoodporny eyeliner w żelu


Jeszcze na koniec....
Kreskę za pierwszym razem wykonywałam pędzelkiem do eyelinera w żelu z essence.
 Pędzelek jest efektowny. Jego trzon jest czarny a zakończony jest niebieskim włosiem.
Ja jednak wolę do wykonywania takich kresek cieniutki, stożkowy pędzelek aby stworzyć naprawdę cieniutką linię. Ten pędzelek z essence robi proste linie, robi to co ręka mu karze jednak ja tym pędzelkiem nie uzyskałam bardzo cienkiej kreski. Przy grubszych  kreskach sprawdza się dobrze.


!! Zdjęcie z logiem essence ze strony http://moltoautobiografica.wordpress.com/2011/01/19/novita-essence-2011-my-skin/
!! Zdjęcia produktów są mojego autorstwa użycie ich bez zgody autora stanowi naruszenie praw autorskich.
!! Po kliknięciu na zdjęcie zobaczysz je w powiększeniu.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...