Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIELĘGNACJA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIELĘGNACJA. Pokaż wszystkie posty

3 lip 2013

Milky lips

Makijaż latem? Najczęściej w upalne dni tuszuję rzęsy, a na usta nakładam błyszczyk lub balsam. Znalazłam produkt, który świetnie się spisuje w czasie lata. Oto on:


 OPIS PRODUCENTA: Delikatny balsam do ust z proteinami mlecznymi, zapewnia ukojenie suchym i spierzchniętym wargom. Zawiera Schercemol - opatentowany składnik nadający super połysk oraz zapewniający idealne nawilżenie. Jego obecność sprawia, że błyszczyk ma aksamitną strukturę oraz długotrwały efekt. Zmysłowe zapachy i apetyczne smaki wanilii, toffi, czekolady, maliny i śmietanki zapewniają wyjątkowe doznania.
Nie zawiera oleju parafinowego.

Marka: PAESE
Produkt: Mleczny balsam do ust o słodkim smaku i apetycznym zapachu
Pojemność: 6 ml
Cena: regularna ok. 19 zł ; w promocji 13 zł
Dostępnośćsklep internetowy PAESE (KLIK), stoiska firmowe i sklepy ZNAJDZIESZ TUTAJ (KLIK)



Mój balsam ma nr 606. Mieści się w niedużym transparentnym prostopadłościanie. Opakowanie jest wykonane z solidnego plastiku - nie rysuje się, ani nie matowieje. Nadruki są w kolorze białym i czarnym. Wszystko do siebie ładnie pasuje. Po kilkunastu użyciach napisy się nie ścierają, są jak nowe.



Balsam na usta nakłada się przy pomocy gąbeczki, która jest przymocowana do nakrętki. Aplikator nie nabiera zbyt dużej ilości produktu, dzięki czemu balsam aż nie wylewa się z ust.



Zapach balsamu jest bardzo przyjemny, pachnie jak malinowe cukierki, słodko i apetycznie. Producent wspomina także o przyjemnym smaku, ja takiego nie wyczuwam, dla moich kubków smakowych jest bezsmakowy.
Konsystencja balsamu przypomina mi błyszczyk. Palcem rozsmarowuje się go gładko i przyjemnie. Dołączona gąbeczka powoduje lekkie tarcie, ale bez problemu można nią dotrzeć w każde miejsce ust.



Balsam w opakowaniu ma jasno koralowy odcień. Robiąc nim tzw. swatcha na ręce także widoczny jest jego śliczny kolor. Na ustach balsam wydaje się być transparentny. Jeśli dołoży się kilka warstw kolor staje się trochę widoczny.
Balsam nie radzi sobie z bardzo spierzchniętymi ustami. Natomiast kiedy usta są gładkie produkt PAESE bardzo ładnie się na nich prezentuje. Nie wysusza, nie klei się, nadaje ładny naturalny połysk.
Producent pisze, że utrzymuje się nawet do 5 godzin. Niestety... Aczkolwiek jak na balsam wg dobrze się sprawdza, niekiedy zaprzyjaźnia się z moimi wargami nawet na 2 godziny. Niestety jest jeden minus, który mi przeszkadza, po dłuższym czasie wyczuwam na ustach jakby małe grudki. Nie są one widoczne ale wyczuwam je. Na szczęście po poprawieniu ust, czyli ponownym zaaplikowaniu balsamu problem znika.


Bardzo jestem zadowolona z tego produktu. Jest wydajny i jak na cenę promocyjną przystępny. Dla takiej minimalistki jak ja w 100% odpowiedni. Nie wysusza ust, a nawet lekko je nawilża, nie klei się i nadaje prześliczny połysk do tego zniewalająco pachnąc. :)


PODOBNE:

1 cze 2013

RAZ, DWA, TRZY... BIODERMA Sensibio


Cześć! Na początku zacznę od życzeń ;)  Z okazji Dnia Dziecka życzę wszystkim dzieciom - tym mniejszym i tym większym - uśmiechu od ucha do ucha, co dzień nowych przygód i by w każdej z nas zawsze była odrobina z dziecka ;)

Teraz szybko przechodzę do nowego cyklu postów. RAZ, DWA, TRZY... będą to moje opinie na temat produktów ale krótkie i zwięzłe. W kilku zdaniach napiszę co myślę o danym produkcie. A dziś będzie o:


Produkt: Płyn micelarny
Marka: BIODERMA
Seria: Sensibio H2O
Pojemność: 100 ml  (występują także w większych butelkach)
Cena: 8 - 10 zł (większa pojemność=większa cena)


Produkt mieści się w przeźroczystej małej i zgrabnej buteleczce. By wydobyć produkt na płatek kosmetyczny należy ponieść górną część nakrętki do góry. Nowy produkt jest dodatkowo zabezpieczony plastikiem, który należy oderwać. 


Do swego demakijażu używam już od kilku lat płynów micelarnych. Zawsze sięgałam po te z tańszej półki cenowej ponieważ nie zauważałam między nimi większej różnicy. Jak zobaczyłam tego w "SUPER CENIE" sięgnęłam po niego mimo, że nie jestem posiadaczką wrażliwej ceny. Czy różni się od innych płynów micelarnych? Na pewno ceną. Większe pojemności kosztują około 30 zł i więcej. A właściwości? Tu muszę przyznać, że odczułam różnicę. Mój makijaż zmył błyskawicznie i dokładnie - nie rozmazuje np. tuszu na pół twarzy. Nie pozostawia suchej warstwy. Nie podrażnia skóry (przyp. że nie mam skóry wrażliwej tylko mieszaną). Łagodzi. Skóra pozostaje przyjemna w dotyku.

Czy kupiłabym ponownie?
Tak ale tylko w promocji :)
Która z Was go używała?



20 lut 2013

Opalenizna zimą?

Dzień dobry bardzo!
Tęsknicie za latem? Ja coraz bardziej. Brakuje mi słońca, wyższej temperatury na dworze i widoku zielonej trawy ;) Na szczęście są rzeczy, które pomagają znieść zimę, m.in. kosmetyki. Czy takim pocieszaczem okazał się brązujący mus do ciała z BIELENDY? Zapraszam do mojej opinii.


Produkt: Brązujący mus do ciała ze złotą perłą
Marka: BIELENDA
Cena: 14 - 18 zł
Dostępność: hipermarkety/supermarkety, drogerie



Opakowanie:
Plastikowy słoiczek w bardzo ładnym kolorze - jasno brązowy, lekko mieniący się. Jak na niego patrzę to aż pożądam opalenizny w zbliżonym odcieniu. Wewnątrz znajduje się 200 ml produktu.
By zaaplikować kosmetyk na skórę trzeba zanurzyć rękę w słoiku. Myślę, że przy tego rodzaju artykule to dobre rozwiązanie. Nabieram go tyle ile potrzebuję i jednocześnie widzę ile go jeszcze zostało.



Zapach w opakowaniu:
Po odkręceniu wieczka nie czuć niemiłego zapachu, typowego dla produktów brązujących. Zapach jest przyjemny ale osobiście nie przypomina mi on nut orzechowych. Woń jest trudna do określenia, nie przypomina mi niczego smakowitego ale nie odpycha, jest miła dla nosa.

Zapach na ciele:
Spróbuję opisać także zapach jaki pojawia się u mnie po aplikacji musu. Otóż na początkowo zapach jest jeszcze milszy niż w opakowaniu. Aż się sama zdziwiłam. Niestety po kilkunastu minutach zaczęłam wyczuwać specyficzny smrodek, jaki pozostawiają produkty samoopalające. Aczkolwiek nie był on bardzo wyrazisty, nie odpychał, dało się przy nim funkcjonować. Swój mus aplikuję przed snem, kiedy wstaję rano nic nieprzyjemnego już nie wyczuwam.



Konsystencja:
Mus... Nie wiem co dokładnie producenci rozumieją pod pojęciem mus. Mnie osobiście kojarzy się trochę inaczej. Kiedy nabieram ten produkt czuję bardziej bardzo lekkie, rozpływające się w dłoniach masło. Bardzo dobrze się je wmasowuje w skórę ciała. Szybko się wchłania. Kolor miły dla oka - lekko beżowy.



Działanie:
1. Tuż po wmasowaniu w skórę musu moja skóra mieniła się. Produkt pozostawił na niej złotawe drobinki. W okresie karnawałowym nawet mi się to podobało. Myślę, że latem też będzie to bardzo dobrze współgrało z promieniami słonecznymi. Kiedy moja skóra jest bardzo blada nie przepadam za tym efektem, jak już się "zbrązowi" wygląda to nawet sympatycznie.
2. Nie zostawia na skórze plam czy też smug. Nie brudzi pościeli i innych tkanin. Ufff...
3. Opala stopniowo. Jeżeli ktoś oczekuje natychmiastowej brązowej skórki to produkt nie dla niego. Aby doczekać się opalenizny należy tego produktu używać regularnie. Formuła bardzo delikatnie przyciemnia skórę. Na mojej bladej skórze po tygodniu zauważyłam różnicę.
4. Drobinki podkreślają opaleniznę i sprawiają, że skóra wygląda zdrowo.
5. Większego nawilżenia, ujędrnienia czy elastyczności skóry u siebie nie zauważyłam po stosowaniu tego produktu.


Podsumowując:
Z brązującymi produktami to trochę jak z kotem w worku. Zazwyczaj kiedy mam styczność po raz pierwszy z takim produktem mam wiele obaw, zazwyczaj martwię się, że następnego dnia będę musiała chować nierówną, plamiastą opaleniznę. Po balsamy brązujące chwytam najczęściej zimą. Miałam już kilka takich ale chyba znalazłam ten idealny. Nie śmierdzi, delikatnie nadaje opaleniznę, nie zostawia smug. Jestem pod wrażeniem! Dodatkowo spodobało mi się, że nie trzeba wyjątkowo chronić dłoni przy aplikacji, produkt nie barwi ich bardziej, niż reszty ciała. Bielenda wywołała u mnie pozytywne wrażenia. W okresie zimowym mus to mus ;)

4 lut 2013

Moje dłonie wołają: POMOCY!

Witojcie! U mnie za oknem nadal widzę śnieg! W ostatnim czasie było zimno. Wykonywałam również wiele prac, które niestety nie sprzyjały moim dłoniom. Były szorstkie, lekko przesuszone... Po prostu wołały o pomoc. Dlatego sięgnęłam po 2-fazowy peeling do rąk.


Produkt:       2-FAZOWY PEELING DO RĄK Z SOLĄ
                          CZTERY PORY ROKU
Producent:    PharmaCF
Pojemność:   120 ml
Cena:            ok. 7 zł
Dostępność:  hipermarkety/supermarkety (np. Tesco), drogerie (np. Hebe)


 Od producenta:
Peeling do rąk z solą doskonale wygładza, nawilża i pielęgnuje skórę dłoni. Złuszcza zrogowaciały naskórek, przywraca skórze jędrność i elastyczność. Zawarte w peelingu składniki wzmacniają naturalną warstwę ochronną naskórka czyniąc go gładkim i aksamitnym.
Składniki aktywne peelingu:
sól - zapewnia intensywny masaż skóry, oczyszcza i złuszcza zrogowaciały naskórek, wygładza i uelastycznia.
oliwa z oliwek - natłuszcza, regeneruje i chroni przed wolnymi rodnikami.

 Składniki: 
Sodium Chloride, Paraffinum Liquidum, Cylopentasiloxane, Isopropyl Myristate, Olea Europaea (Olive) Oil, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Butyl Methoxydibenzolymethane, Ethylhexyl Salicylate, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Cl 61565, Cl47000


 Jak to działa?
W środku niewielkiej plastikowej buteleczki widoczne są dwie warstwy: dolna z solą i górna oleista. Przed użyciem należy wstrząsnąć do całkowitego wymieszania. Następnie przez niewielki otwór wylać na dłoń. Dzięki temu, że dziurka w korku nie jest zbyt wielka na rękę nie wydostaje się zbyt duża ilość peelingu dzięki czemu produkt jest wydajny. Później kolistymi ruchami masować dłonie. Po masażu spłukać resztki ciepłą wodą.


Peeling jest dość rzadki (zdj. 1). Jego zapach jest delikatny i przyjemny. Produkt bardzo dobrze się rozprowadza. Drobinki soli zapewniają miły masaż (zdj. 2) ale przy tym bardzo dobrze zdziera martwy naskórek. (Przy zbyt długim i mocnym tarciu może nie być tak przyjemnie ;) Po całym "zabiegu" skóra jest bardzo miła w dotyku, wygładzona, miękka. Wow! Moja skóra przed była w fatalnym stanie. Nie zrobiłam zdjęcia przed bo aż było mi wstyd. Pierwszy raz w życiu doprowadziłam ją do takiego stanu (i mam nadzieję, że ostatni). Nie liczyłam na super efekt ale 2-fazowy peeling do rąk CZTERY PORY ROKU mi go zapewnił (zdj. 3).
Po wszystkim nałożyłam jeszcze krem do rąk i moje ręce były gładkie niczym jak pupcia niemowlęcia ;)


 Czy warto?
Dla osób leniwych, nie mających czasu przygotować sobie peelingu domowego czy po prostu nie lubiących mieszania wszystkich składników ten produkt będzie odpowiedni. 6 - 7 zł to nie majątek, a produkt jest wydajny i bardzo dobrze wygładza i pielęgnuje dłonie. :)


 Moje rączki dziś czują się bardzo dobrze :) A jak Wasze?

14 gru 2012

Czy peeling FARMONA - brzoskwinia & mango to sama radość?

Tym razem zapraszam do mojej opinii nt. Peelingu cukrowego FARMONA - wersja brzoskwinia & mango. 
Muszę przyznać, że producent bardzo zachęca do spróbowania tego produktu. Peeling ma nawilżać, odżywiać i ujędrniać pozostawiając skórę miękką, delikatną, gładką. Zapewnia, że po użyciu tego produktu użycie balsamu jest zbędne. Z opisu wynika, że to cud, miód produkt ;)
Ciekawe jak pachnie szczęście?

OPAKOWANIE
Zanim przejdę do pachnącego szczęścia to zacznę od wyglądu zewnętrznego: opakowanie to wielki plastikowy słój. W porównaniu do innych produktów zamkniętych w takich słoiczkach to robi wrażenie. Niestety to tylko wrażenie. Przez dno można dostrzec, że do przeźroczystego opakowania wsadzone jest jeszcze jedno mniejsze i mieści ono 300 g produktu...
 ZAPACH
Słodki ale nie nachalny - przyjemny. Wyraźnie można w nim wyczuć brzoskwinię i mango. Kojarzy mi się on z tropikami i latem. Wprowadza w dobry nastrój ale czy tak pachnie szczęście?

 KONSYSTENCJA
Peeling jest zbity, gęsty. Po wzięciu go w dłoń i rozsmarowaniu jest nieco tłusty dzięki czemu dobrze się rozsmarowuje. Pod palcami wyczuwalne są drobinki cukru. Zazwyczaj peeling ciała wykonuję podczas kąpieli/prysznica kiedy moje ciało jest rozgrzane i wtedy cukier za szybko się topi.

  DZIAŁANIE
W moim odczuciu peeling nie należy do bardzo mocny "zdzieraczy" ale nie jest też bardzo słaby. Daje efekt masażu. Dobrze sobie radzi z martwym naskórkiem jeśli ciało nie jest zbyt mocno rozgrzane. Nie podrażnia skóry. Po wyjściu z wanny nie czuję się przesuszona ale zbyt natłuszczona! Niestety zawarta w nim parafina daje uczucie gładkości, nawilżenia... Po użyciu tego produktu mam ochotę wziąć ponownie kąpiel i zmyć to z siebie. Dla mnie nie jest to efekt natłuszczenia jaki daje np. oliwka do ciała ale jakby mnie ktoś nasmarował smalcem.

 Czy kupię ponownie?
Mimo, że zapach jest obłędny to niestety peeling ten nie trafi do mojego koszyka. Bardzo nie lubię kosmetyków, które pozostawiają tłustą warstwę. Za odczucie smalcu z cukrem dziękuję! Jednak wolę sama sobie przygotować mój domowy peeling czekoladowy ;)


 Zdania na temat tego produktu są podzielone. Są zwolenniczki tego peelingu i przeciwniczki. A Ty, do której grupy się zaliczasz?


4 wrz 2012

Wszystkiego najsłodszego!

4 września - Międzynarodowy Dzień Czekolady. Ja należę do grupy czekoladoholików. Uwielbiam wszystko co z czekoladą związane. Staram się nie jeść za dużo słodkości ale postanowiłam, że i tak dzisiejszy dzień będę świętować z tabliczką czekolady ale w innej postaci. Inspiracją dla mnie był przepis na peeling cukrowy, który znalazłam na blogu bloganeek.blogspot.com. Ja postanowiłam go troszkę zmodyfikować aby wyszedł mi peeling czekoladowy.
 Do swojego peelingu użyłam:
- cukru
- oliwki do ciała
- czekolady
Dodałabym także trochę cytryny, tak jak w przepisie ann ale niestety nie znalazłam jej w domu.

A to kilka prostych kroków do przyrządzenia peelingu domowej roboty:
1. Do miseczki wlałam niecałą łyżkę oliwki Hipp. (Nie lubię mieć za bardzo tłustej powłoki na ciele dlatego dałam jej tak niedużo).
2. Następnie pół tabliczki gorzkiej czekolady rozpuściłam w kąpieli wodnej i powstałą masę dodałam do oliwki.
3. Odczekałam moment aby czekolada chwilkę przestygła ale nie zgęstniała. Nie chciałam aby cukier pod wpływem ciepła od razu się roztopił. Po kilku minutach dodałam cukier. Ja lubię gęste peelingi dlatego wsypałam go trzy większe łyżki do pozostałych składników.
4. Całość wymieszałam i tak właśnie powstał Chocapic... Nie, nie! Nie Chocapic a Peeling czekoladowy :)
Nie spodziewałam się, że uda mi się przyrządzić tak wyśmienity peeling. Zazwyczaj robiłam kawowy bo jest najprostszy ale w tym się zakochałam i na pewno zrobię go nawet kiedy nie będzie dnia czekolady. Wypróbowałam go od razu. Pozostawił piękną, gładką skórę, która przepięknie pachnie do tej pory. Porównałabym go nawet do peelingu Chocomania z THE BODY SHOP. Niemalże identycznie pachnie i pozostawia taką samą skórę po jego użyciu. Od dziś to mój peeling nr 1 :)

A Wy lubicie peelingi domowej roboty?

3 wrz 2012

anikowa101 testuje na sobie balsam wygladzajaco-nawilżajacy SORAYA

Zdjęcia reklamy z Edytą Górniak pochodzą ze strony e-vintage.pl
 Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam w sieci reklamę nowego produktu SORAYA z Edytą Górniak pomyślałam, że to kosmetyk nie dla mnie. Owszem, piosenkarka ma piękne ciało ale szczerze wątpię czy jedna buteleczka upiększyłaby mnie. Całkiem możliwe, gdyby photoshop działał nie tylko na ekranie monitora ;)
Jednak balsam znalazł się w mojej kosmetyczce. Jak zobaczyłam go na sklepowej półce niewątpliwie wyróżniał się spośród innych i wrzuciłam go do koszyka. O nim też będzie ten wpis.

OPIS
Produkt: balsam do ciała (wygładzająco-nawilżający)
Producent: SORAYA
Pojemność: 200 ml
Cena: 13 - 15 zł
Dostępność: drogerie (np. Natura, Shlecker)


OPAKOWANIE
 Plastikowa ale giętka butelka-tubka. Stawiana na podstawie. Mieści w sobie 200 ml produktu. Z zewnątrz bardzo ładnie się prezentująca: jasno różowa w srebrne kropeczki. Wg mnie bardzo romantyczny deseń. Na sklepowych półkach są trzy wersje do wyboru. Odsłona wygładzająco-nawilżająca ma na środku rysunek szpilki (na dwóch pozostałych jest gorset i torebka). Niestety opakowanie posiada wady. Przeszkadza mi, że nie widać ile produktu jeszcze pozostało i trzeba to oceniać instynktownie. Po drugie zamykanie. Tubka zatrzaskiwana jest od dołu ale trzeba przy tym użyć więcej siły aby dobrze się zamknęła.


KONSYSTENCJA
 Balsam ma lekką formułę. Dobrze się go wyciska z opakowania. Produkt nie jest zbyt rzadki i dobrze się go rozprowadza na ciele. W kontakcie z ciepłą skórą lekko się rozpływa ale nie przeszkadza to w aplikacji. Dużym plusem jest szybkie wchłanianie się, dzięki temu można po wysmarowaniu się od razu założyć ubranie.


ZAPACH
Delikatny, nie drażniący. Utrzymuje się na ciele ale nie jest przeszkadzający.


PO NAŁOŻENIU
 Po nasmarowaniu ciała balsamem z serii Piękne ciało skóra jest gładka, przyjemna w dotyku, ładnie ale delikatnie pachnie. Dzięki proteinom jedwabiu karnacja ładnie się błyszczy. Balsam nie zawiera żadnych błyszczących drobinek czy brokatów. Skóra wygląda na zdrowszą, a błyszczy się bardzo naturalnie. Niestety efekt błysku nie zostaje na dłużej po paru godzinach, a czasami nawet szybciej po prostu zanika.


OBIETNICE PRODUCENTA
EFEKT DŁUGOTRWAŁEGO NAWILŻENIA I REGENERACJI - Moja skóra jest normalna, nie wymaga dużego nawilżenia ale mam wrażenie, że nawilżenie jakie daje ten balsam jest zbyt małe. Nie jestem osobom systematyczną i w przypadku używania innych balsamów nie musiałam ich używać bardzo często. Przy tym produkcie robię to dwa razy dziennie. Smarując ciało rano wieczorem mam wrażenie, że jest zbyt mało nawilżone.
EFEKT JEDWABISTEJ SKÓRY - Już wyżej o tym wspominałam, że skóra jest gładka i miła w dotyku. Skóra po aplikacji jest delikatniejsza. Ale wątpię, żeby osoby z bardzo suchą skórą odczuły komfort długotrwałego uczucia nawilżenia... Może...
EFEKT WYSZCZUPLENIA - Do takich obietnic jestem sceptycznie nastawiona. Wątpię, żeby balsam modelował i wyszczuplał sylwetkę. Moim zdaniem na to najlepsze są ćwiczenia ;)


PODSUMOWUJĄC
Przyznaję się, że w przypadku tego balsamu najpierw skusiło mnie urocze opakowanie. Niby to tylko plastik ale wygląd zewnętrzny przyciągnął moje oko. Długi opis na opakowaniu czego on to nie robi to bardziej chwyt marketingowy niż spełnianie obietnic.  Owszem, balsamu bardzo przyjemnie się używa, ładnie pachnie, pozostawia bardzo gładką skórę ale bez przesady - nie otul mnie jak sukienka i mało rozpieszcza. Wg mnie nawilżanie jest przeciętne. Produkt polecany aby zagwarantować gładkość -  z tym się zgodzę. Balsam ten na pewno wykorzystam ale nie jestem pewna czy skuszę się na niego po raz kolejny. Jeśli będę szukać dobrego nawilżenia na pewno nie wyląduje w moim koszyku, natomiast jak zatęsknię za tak gładką skórą to być może.
Jako, że szkoła się rozpoczęła oceniam ten balsam w skali szkolnej i daję mu 3 :)


Jestem ciekawa czy któraś z Was używała balsamu z serii PIĘKNE CIAŁO? Jeśli tak to co sądzicie?
A czego Wy aktualnie używacie do nawilżenia swojej skóry?

Pozdrawiam!

28 sie 2012

20 minut dla stóp

 Witam Was gorąco! ;*
W ubiegłym tygodniu wybrałam się do Natury w celu zakupienia produktów do codziennej pielęgnacji jakich używam regularnie. Na swojej liście miałam m.in. nawilżającą maseczkę do twarzy. Stojąc przed stoiskiem, na którym wisiało mnóstwo tego typu produktów niestety nie znalazłam swojej ulubionej maski na twarz ale natknęłam się na produkt z Perfecty do stóp! Bardzo sceptycznie do niego podeszłam. Stałam przed nim z kilka minut i myślałam: kupić? nie kupić? kupić? nie kupić? Ostatecznie Perfecta wylądowała w moim koszyku, a ja przy kasie zapłaciłam za nią niecałe 3 zł. Przyznam szczerze, że mając go jeszcze w siatce spisałam go na straty. Nie będę się tak rozpisywać tylko przejdę do opisu peelingu i maski na stopy:


KROK 1
wulkaniczny peeling
 Zawiera pumeks ze skały wulkanicznej, który złuszcza zrogowaciały naskórek. Przyznam, że brzmi obiecująco. Słowo WULKANICZNY bardzo mnie intrygowało i nie mogłam się doczekać jak wygląda ten produkt...
 ...z drugiej strony wyobrażałam sobie nieprzyjemnie wyglądającą papkę. Na szczęście po otwarciu pierwszej saszetki miło się zaskoczyłam. Konsystencja peelingu okazała się być bardzo przyjemna - gęstszy krem z wieloma, bardzo wieloma drobinkami. Po za tym produkt przyjemnie pachniał. Jego woń przypominała mi słodkie cukierki.

Tak jak producent wskazał na opakowaniu masowałam swoje mokre stopy przez około 5 minut. Ostatnio wspominałam, że bardzo lubię mocno ścierające peelingi. Podczas użytkowania tego czułam przyjemny masaż. Ścieranie było bardzo przyjemne. Dla przykładu przy peelingu BeBeauty z Biedronki czułam tarkę tu wręcz przeciwnie. Jednocześnie myślałam, że tak przyjemny masaż efektów chyba nie zapewni?
I kolejne pozytywne rozczarowanie! Po spłukaniu resztek peelingu skóra stóp była miła w dotyku i gładka. Równie dobrze mogłabym już z nimi po takim "zabiegu" już nic nie robić aczkolwiek byłam ciekawa jak działa maska, która tuż po speelingowaniu stóp poszła w ruch.


KROK 2
maska-serum
 Maska-serum, która zawiera kompleks z arniką górską, która zmniejsza zrogowacenia. Od razu po otwarciu saszetki poczułam podobny zapach do peelingu - słodki, a następnie przystąpiłam do nakładania tego produktu na stopy...
...konsystencja była kremowa. Łatwo rozprowadzało się maskę na stopach. 6 ml z saszetki idealnie wystarczyło na pokrycie obu stóp grubszą warstwą. Tak nałożoną maskę pozostawiłam na 15 minut.

Maska-serum bardzo szybko się wchłania. Ledwo skończyłam i chwyciłam po aparat aby to uwiecznić i jak widać na jednej z moich stópek już prawie nie ma po nim śladu. Po upływie wyznaczonego czasu na stopach była nadal tłusta warstwa, którą wmasowałam na koniec. Krok drugi jest dobrym uzupełnieniem do peelingu.

Zaledwie 20 minut a ja poczułam się jakbym stąpała po czymś miękkim, przyjemnym. Moje stopy odpoczęły. Kolejnym miłym zaskoczeniem okazało się, że nie był to krótkotrwały efekt, miękkość stóp wyczuwam nadal po kilku dniach.
Na koniec muszę przyznać, że myliłam się co do tego produktu, który wcale nie okazał się bublem. Moim zdaniem dobrze zainwestowałam 3 złote. Do tej pory męczyłam się z różnymi pumeksami, kąpielami, a taka mała saszetka także przynosi ulgę moim stopom. Od czasu do czasu znów sięgnę po peeling wulkaniczny i maskę-serum do stóp z Perfecty aby przynieść ulgę swoim stopom.


A Wy jak dbacie o swoje stopy? Podzielcie się ze mną w komentarzach poniżej ;)
Pozdrawiam!

21 sie 2012

Peeling z mikrogranulkami

Witajcie! Dziś chcę Wam przedstawić peeling - żel pod prysznic od HEAN NATURA. Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu ten produkt przypadnie do gustu. Mnie na początku zniechęcił do siebie aczkolwiek po dłuższym użytkowaniu polubiłam się z nim.

 PRODUKT
Peeling - żel pod prysznic

 CENA
Ok. 6 - 7 zł

 DOSTĘPNOŚĆ
Ja swój zakupiłam w Kauflandzie.
 POJEMNOŚĆ
200 ml

OPAKOWANIE
Plastikowa tuba, przezroczysta dzięki czemu widać ile zostało jeszcze peelingu. Niczym większym się nie wyróżnia. Myślę, że za tak niską cenę, opakowanie jest w sam raz. Produkt z niego łatwo wycisnąć.
  KONSYSTENCJA
Żel jest lekko zielony, zawiera w sobie drobniutkie granulki w kolorze zielonym. Konsystencja nie jest zbyt rzadka, ani zbyt gęsta. Bez problemu wyciska się go z opakowania i bardzo przyjemnie rozprowadza na ciele.

 ZAPACH
Delikatny, lekko aloesowy. Przyjemny.

 CO SĄDZĘ?
Po pierwszym użyciu bardzo się nim rozczarowałam. Dlaczego? Ponieważ osobiście wolę tzw. "ścieracze" martwego naskórka. Często podczas zakupów spieszę się i nie wczytuję w sklepie w dany produkt, robię to dopiero w domu. I dopiero w łazience zauważyłam "delikatnie złuszcza naskórek". Zakupiłam nowy peeling ale ten także prawie zużyłam. Pomyślałam, że jest świetną alternatywą jako żel do codziennego użytku. Jego mikrogranulki bardzo przyjemnie masują powierzchnię skóry. Produkt nie podrażnia skóry, ja po jego użyciu czuję się zrelaksowana, umyta, odświeżona. Nie zauważyłam żeby moja po regularnym stosowaniu była bardziej ujędrniona czy ukrwiona ale po prysznicu z tym peelingiem czuję się w niej dobrze.

 PODSUMOWUJĄC
Uważam, że produkt jako żel do codziennej pielęgnacji to dobry wybór. Jeśli oczekujecie od peelingu mocnego ścierania to nie jest to. Natomiast osobą z wrażliwą skórą czy szukające czegoś łagodnego ta wersja peelingu od HEAN NATURA może się spodobać. Osobiście kiedyś jeszcze chętnie wrócę do żelu peelingującego z mikrogranulkami.



Na koniec chwalę się, a co! Różane produkty z Wibo udało mi się wygrać na blogu agatamanosa.blogspot.com. Bardzo, bardzo Ci dziękuję Agatko ;*
Blog Agaty jest znany, jeśli jednak któraś z Was nie miała okazji do tej pory po nim "pobuszować" to klikajcie szybko na niego! Polecam ;)

Jeśli Ty też masz ochotę pomóc swojemu szczęściu i coś wygrać to zapraszam do zakładki Konkursik

19 mar 2012

Ogórek, ogórek, ogórek...

PRODUKT
 Mleczko do demakijażu twarzy i oczu firmy Ziaja. Wersja ogórkowa. Produkt przeznaczony dla cery normalnej, tłustej i mieszanej.
Dostępny w większości drogerii, w supermarketach, w hipermarketach za ok. 6 - 7 zł.



OPAKOWANIE
KONSYSTENCJA PRODUKTU
ZAPACH PRODUKTU

  •  Opakowanie typowe dla produktów Ziaja. Wersję ogórkową odróżnia biała buteleczka z zieloną nakrętką i napisami w tym samym kolorze. Wygodne w trzymaniu. Dozownik w nakrętce powoduje, że nie wydobywa się zbyt dużo produktu. 

  •  Konsystencja - jest to jak dla mnie idealne mleczko bo nie jest zbyt rzadkie. Lżejsze od kremów i balsamów. Przyjemnie się go używa.
  • Zapach nie jest chemiczny. Przypomina mi wiosnę ponieważ pachnie jak świeże zielone ogórki. Aż się jest głodnym...




SPOSÓB UŻYCIA
 Wg instrukcji powinno się mleczko rozsmarować na całej twarzy, a następnie usunąć za pomocą wacika. Robiłam tak na początku ale wg mnie demakijaż wówczas demakijaż był niedokładny.
Nakładałam także mleczko bezpośrednio na wacik i nim zmywałam makijaż ale wówczas musiałam zużyć większą ilość wacików.
Wpadłam jeszcze na inny pomysł i połączyłam tak jakby te dwa sposoby. Otóż nakładam większą ilość mleczka na wacik i rozprowadzam mleczko po całej twarzy tak jakby to był żel do mycia twarzy. Robię jednocześnie "mini masaż" aby mój makijaż "rozpuścił" się w pewien sposób. Następnie biorę czysty wacik i zcieram pozostałości. Wtedy z demakijażu jestem zadowolona.



DZIAŁANIE
Jeśli robię demakijaż moim sposobem jestem bardzo zadowolona. Skóra pozostaje ładnie oczyszczona i jest miękka. Czasami pojawiają się problemy przy mocniejszym makijażu wówczas muszę zużyć parę wacików. Na swojej skórze po zastosowaniu tego produktu nie zauważyłam żadnych podrażnień. Po użyciu czuję jak moja cera jest "odprężona" dzięki ogórkowemu aromatowi.

Na co dzień używałam do demakijażu twarzy płynu micelarnego jednak pewnego dnia skończył mi się, a w sklepie nie było żadnego innego. Wówczas sięgnęłam po najtańszy produkt do demakijażu. Z wyboru na "chybił trafił" jestem bardzo zadowolona zwłaszcza teraz kiedy nadchodzi wiosna. Mam ochotę wypróbować także tonik do twarzy z tej samej serii.




Chwalipięta, chwalipięta...
Czyli udało mi się wygrać w ostatnim czasie :)

 Zestaw Chocomania TBS wygrałam na blogu marylinda-s.blogspot.com/

Dużo kosmetyków w sam raz na wiosnę wygrałam na blogu misz-maasz.blogspot.com/

Jeżeli jeszcze nie miałyście okazji być na blogach dziewczyn koniecznie klikajcie! 

6 mar 2012

Perfekcyjne oczy?

Małe sińce pod oczami z powodu niewyspania, zmęczenia to mój problem. Chyba każda z nas chciałaby wstać rano i pięknie wyglądać bez żadnych poprawek. Aby pozbyć się swojego problemu sięgnęłam po hydrożelowe płatki pod oczy z Perfecty.

 Płatki pod oczy kupiłam w Rossmannie za niecałe 3 zł. Ich saszetka jest bardzo podobna do tych z maseczkami na twarz. 

 Dzięki nacięciom, które znajdują się z każdej strony otworzenie folii z płatkami pod oczy jest bez problemowe. Jedno pociągnięcie i saszetka jest już otwarta.

 Hydrożelowe płatki pod oczy umieszczone są na folii. Nie miałam problemu aby odczepić płatki w formie wygiętej "łezki" i nałożyć pod oczy.


 Instrukcja użycia płatków pod oczy jest dla mnie czytelna. Zanim jeszcze otworzyłam opakowanie włożyłam na jakiś czas produkt do lodówki. Pomyślałam, że schłodzone płatki może będą bardziej "działać".
Po wyjęciu ich z chłodnego miejsca od razu zaczęłam je nakładać w okolicę oczu.
Płatki doskonale trzymały się pod oczami. nie musiałam leżeć plackiem aby móc z nich korzystać. Jak dla mnie były ciut za duże ponieważ cały czas czułam, że mam je na sobie. Samo chłodzenie było przyjemne. Trzymałam je 30 min. Oto rezultaty:

                                                      PRZED:
                                                     W TRAKCIE:
                                                     PO:


Zdjęcia nieco słabszej jakości ponieważ robione nad ranem, kiedy światło dzienne jest jeszcze kiepskie. Patrząc na żywo w lustro po zdjęciu płatków na mojej twarzy wcale nie pojawił się uśmiech. Z efektu działania tego produktu nie jestem zadowolona. Znaczącej różnicy nie ujrzałam. W ruch i tak musiał pójść korektor pod oczy...
A Ty używałaś płatków pod oczy z Perfecty? Jesteś zadowolona?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...